wtorek, 13 października 2015

Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w moim kraju.

Kiedy przyjechałam mogłabym powiedzieć - WSZYSTKO. Z czasem niektóre rzeczy "z innego świata" stają się normą, inne będą dziwne chyba do końca mojego pobytu w Tajlandii. Zatem - co to takiego?

poniedziałek, 28 września 2015

Most na Rzece Kwai

Moje wyjazdy do Kanchanaburi zwykle są spowodowane nagłą potrzebą załatwienia czegoś. Dwa ostatnie razy były ciężkie.

Za pierwszym miałam dengę, brak sił aby dotrzeć do granicy, a wiza się kończyła. Więc postanowiłam udać się do urzędu imigracyjnego, gdzie pomimo tego, że słaniałam się na nogach odesłali mnie 2 razy po nowe papiery. Finalnie nic nie załatwiłam. Wiza traciła ważność w niedzielę, piątek dobiegał końca, a jedyną możliwością był powrót w poniedziałek. Weekend w pokoju z klimatyzacją i ciepłą wodą (Koniec desperacji i polowania na ciepły prysznic! Opuściłam chatkę na palach na rzecz prawdziwego tajskiego luksusu)  dobrze mi zrobił. Jednakże w głowie miałam słowa barmana z Sangkhla - opowiadał mi kiedyś o jego znajomym, który przez problem z wizą trafił do więzienia. Warunki były straszne - jako, że nie dawali więźniom jedzenia wabili karaluchy na sczezłą, śmierdzącą  rybę, łapali je i jedli. Wiem, że barman mówi dużo, a niekoniecznie wszystko jest prawdą, ale wizja jedzenia karaluchów mi się nie uśmiechała.

środa, 9 września 2015

Welcome to the Jungle!

Po dwóch intensywnych miesiącach czas w końcu napisać coś o Sangkhlaburi.

Chyba trzymam się nieźle, jak na to, że przeżyłam trzęsienie ziemi, wypadek na skuterze z kolegą i psem na tylnym siedzeniu, a co za tym idzie także tajską karetkę i szpital w Sangkhla (obyło się bez tragedii na szczęście), bomby w Bangkoku, srogie problemy w pracy, pogryzienie przez psa, dengę, po której na szczęście już dochodzę do siebie. Inne problemy, po których trudniej mi się doprowadzić do względnego ładu i spokoju ducha muszą minąć same. Wierny, tajski przyjaciel Chang zawsze pomaga (Chang to nazwa lokalnego, bardzo popularnego piwa).

sobota, 22 sierpnia 2015

Moje ulubione miejsce w Polsce

Mocno spóźniony post w ramach projektu wakacyjnego Klubu Polki na Obczyźnie.

Każdy, kto choć trochę mnie zna pewnie spodziewał się, że jako moje ulubione miejsce w Polsce opiszę góry.
Chciałam wybrać jedno pasmo, ale nie potrafię. Najpierw pomyślałam o Tatrach, ale jakże mogłabym pominąć Beskidy, Bieszczady, czy Sudety.  Będzie więc krótko, ale o wszystkim po trochu, bo we wszystkich polskich górach zostawiłam po kawałku mojego serca.

Zacznijmy zatem od Beskidu Żywieckiego.


sobota, 18 lipca 2015

Pierwsze kroki w Azji


Przed samym wylotem, na Okęciu pojawił się problem. Gdy podeszłam do check-inu okazało się, że nie ma mnie na liście pasażerów. Pracownik linii lotniczych dobre pół godziny próbował wyjaśnić sprawę. Ja w tym czasie kompletnie oszalałam - kupiłam bilet bardzo tanio i bałam się, że był trefny. No i ukraińskie linie lotnicze nie wzbudzały zbytnio mojego zaufania. Chciało mi się płakać i krzyczeć na zmianę, a musiałam czekać, nerwowo spoglądając na zegarek.

wtorek, 7 lipca 2015

Jeżeli porcelana...


"Jeżeli porcelana to wyłącznie taka
Której nie żal pod butem tragarza lub gąsienicą czołgu,
Jeżeli fotel, to niezbyt wygodny, tak aby
Nie było przykro podnieść się i odejść;
Jeżeli odzież, to tyle, ile można unieść w walizce,
Jeżeli książki, to te, które można unieść w pamięci,
Jeżeli plany, to takie, by można o nich zapomnieć
gdy nadejdzie czas następnej przeprowadzki
na inną ulicę, kontynent, etap dziejowy
lub świat

Kto ci powiedział, że wolno się przyzwyczajać?
Kto ci powiedział, że cokolwiek jest na zawsze?
Czy nikt ci nie powiedział, że nie będziesz nigdy
w świecie czuł się jak u siebie w domu"

- Stanisław Barańczak