sobota, 31 grudnia 2016

Cameron Highlands #3

Trzecie dżunglowe hasanie po Cameron Highlands, czyli Malezyjska Masakra Trującym Bluszczem. Degrengolada. Rozczłonkowanie. Otchłań rozpaczy. Czarna dupa. Kurwa mać, idź pan w chuj. I wiele takich innych. 
Zapraszam na nasz malezyjski horrorek. Radzę zaopatrzyć się w maść ze sterydem, Tiger Balm, a najlepiej jedno i drugie, bo od samego czytania może swędzieć.


czwartek, 29 grudnia 2016

Cameron Highlands #2

Na kolejny dzień spędzony na Cameron Highlands zaplanowałyśmy wizytę na plantacji herbaty BOH, kolejnej farmie truskawek i dżuglowe szwendanie się - przez Gunung Irau do Gunung Brinchang i z powrotem do Tanah Rata.


wtorek, 27 grudnia 2016

Cameron Highlands #1

Ciężko pisać o hasaniu po dżungli, kiedy człowiek siedzi w robocie, aż do porzygu. Ale! Miesiąc bez jednego dnia i już będę zwiedzać Birmę. Dzisiaj zatem rozpoczynam historię o gęstych krzakach, ukrytych ścieżkach, błocie, trujących bluszczach, sterydach i maści tygrysiej.


czwartek, 22 grudnia 2016

Muzeum Tradycyjnej Farmacji Wietnamskiej

Zanim porządnie zabiorę się za opisywanie jak to szlajałam się po Malezji i jakieś to paskudności i wspaniałości spotkały mnie po drodze, napiszę jeszcze o Muzeum Tradycyjnej Farmacji Wietnamskiej. Jeszcze przed malezyjskimi wakacjami wspominałam o pierwszej - medycznej filii FITO. Dzisiaj wybrałam się z kolegą z roboty do części farmaceutycznej.


poniedziałek, 19 grudnia 2016

Dziwne zwyczaje kulinarne w Wietnamie

O dziwnych dla nas zwyczajach kulinarnych z Wietnamu (i nieco również z Tajlandii) opowiem w ramach zimowego projektu Klubu Polki Na Obczyźnie. Dziewczyny dzielą się cudacznymi potrawami i niecodzienną dla nas kulturą jedzenia - muszę przyznać, że jak do tej pory to mój ulubiony projekt. Wczoraj o Irlandzkich dziwnościach pisała Małgosia.

***

Kuchnia w krajach Azji Południowo-Wschodniej może szokować. Wietnamczycy są tego świadomi, dobrze znają twarze turystów wykrzywione obrzydzeniem, gdy patrzą na ich przysmaki. Z niedowierzaniem patrzą na mnie. Bo przecież białasy tego nie jedzą. Tak, my z naszymi gustami dla nich jesteśmy tak samo dziwni, jak oni dla nas. Ja próbuję wszystkiego, co się da. Wszystkiego, co nie żyje i nie rusza mi się na talerzu.

 hodowla jadalnych świerszczy

czwartek, 24 listopada 2016

Muzeum Tradycyjnej Medycyny Wietnamskiej

Muzeum Tradycyjnej Medycyny Wietnamskiej - FITO znalazłam całkiem przypadkiem. Krążyłam po Sajgonie szukając Marty, której zaginął telefon i zainteresował mnie ten punkt na mapie. Wybrałyśmy się tam następnego dnia, a potem odwiedziłam je raz jeszcze z kolegą pracy i jego filipińskimi znajomymi. Za pierwszym razem zostały nam wręczone karty z opisem, z którymi zwiedzałyśmy, za drugim razem oprowadzała nas przewodniczka (co podniosło cenę niemal dwukrotnie, ale za to nieco się dowiedziałam).


piątek, 18 listopada 2016

Can Gio - Monkey Island

Już od pewnego czasu wybierałam się do Can Gio - najzieleńszej części Sajgonu, znajdującej się około 60km od mojego miejsca zamieszkania (Sajgon jet ogromny, na Google Maps pokazało mi 124km długości!). Nadszedł ten dzień i wraz z kolegą z pracy postanowiliśmy sobie zrobić moto-wycieczkę. Jako, że ja mam koło do wymiany (znowu),  to wybór wydawał nam się prosty (co, jak później się okazało nie oznaczało, że trafny). Kolega zdecydował się prowadzić przez pierwszą część drogi, bo rzekomo wiedział którędy. Otóż nie. Zostałam nawigatorem, po raz kolejny chwała Google Maps. Dostaliśmy się jednak na prom bez większych problemów. I prom był prawdziwą atrakcją. Jeszcze nie jechałam promem, na którym wjeżdża się motórem i to jeszcze na nim się siedzi całą drogę. Kosztowało to 5.500 VND (czyli... złotówkę!) za dwie osoby i motocykl. Aż mi się oczy zrobiły skośne z wrażenia, co można zaobserwować na zdjęciu.


środa, 16 listopada 2016

Da Nang

Do Da Nang dostałam się minibusem z Hoi An. Zabrałam ze sobą cały bagaż, jako, że wieczorem wracałam do Sajgonu właśnie z lotniska Da Nang. Wysiadłam pod słynnym smoczym mostem (smok w nocy świeci, a od czasu do czasu zieje ogniem i pluje wodą - niestety nie dane mi było tego zobaczyć). Najpierw udałam się do muzeum rzeźb Cham, następnie planowałam wypożyczyć jakiś motorek, ale szczęście się do mnie uśmiechnęło i w muzeum spotkałam pana, który mi jeden załatwił.


wtorek, 15 listopada 2016

Loy Krathong

Dziś obchodzimy najpiękniejsze święto, w jakim uczestniczyłam odkąd mieszkam w Azji. Niestety nie jest obchodzone w Wietnamie, ale rok temu miałam okazję zobaczyć, jak wygląda w Tajlandii. Jest to uroczystość ruchoma. Każdego roku przypada na pierwszą pełnię księżyca w listopadzie. Rok temu obchodziliśmy Loy Krathong 25 listopada. 


niedziela, 13 listopada 2016

Dance For Kindness

Dzisiaj, 13 listopada obchodzimy Międzynarodowy Dzień Życzliwości. Z tej okazji organizacja Life Vest Inside organizuje a całym świecie taniec życzliwości - Dance For Kindness.


czwartek, 10 listopada 2016

My Son

Kolejnym miejscem jakie odwiedziłam będąc w Hoi An były ruiny świątyń Cham w My Son. Należą one do Światowego Dziedzictwa Kultury UNESCO. Nie mogłabym pominąć My Son, zwłaszcza, że uwielbiam świątynie. W nadziei, że nie będzie lało ruszyłam więc w drogę. Google Maps nie ułatwiło mi życia tym razem. Wyznaczona trasa wydawała się prosta, jak drut, ale zatrzymywałam się kilka razy, by się upewnić, że na pewno jestem w dobrym miejscu.

środa, 9 listopada 2016

Marble Mountains

Marmurowe góry - według mnie konieczne do zobaczenia podczas wizyty w Hoi An. 30km, około 20 minut jazdy i byłam na miejscu. Strasznie szybko na wietnamskie warunki. Piękna droga wzdłuż wybrzeża nie była, jak to zwykle bywa zatłoczona i przepełniona wariatami drogowymi, więc już sam dojazd w te niezwykłe góry był rozkoszny.


poniedziałek, 31 października 2016

Halloween w Sangkhlaburi

Nigdy wcześniej nie obchodziłam Halloween. Kiedy byłam dzieciakiem nie było to specjalnie popularne święto, ani też nie przepadałam za zabawami. Imprezy przebierane za czasów studenckich też nigdy nie były czymś, co mnie bawiło. Ale kiedy Mit zorganizował imprezę halloweenową w studiu tatuażu wiedziałam, że się tam zjawię. Żona Mita jest Angielką, więc podejrzewam, że częściowo chcieli zaangażować swoje dzieciaki w przebieranie i przygotowania, a częściowo po prostu zrobić bibkę.


czwartek, 27 października 2016

Hoi An

Przyleciałam do Hoi An, mając w perspektywie 4 dni wolnego i co? Ano deszcz. Ulewa. I to taka, że jak wysiadałam pod moim pensjonatem z samochodu, to wody było po kolana. Nie mogłoby być inaczej, jak ja wybieram się na zwiedzanie. Na szczęście skala opadów do pięt nie dorasta tej z Sajgonu i jak po 2 czy 3 godzinach lać przestało, to mogłam wybrać się do miasta. Hoi An należy do światowego dziedzictwa UNESCO, w centrum niedozwolony jest ruch samochodów i motocykli. Zdecydowałam się więc na spacer, nie widziałam sensu wypożyczania czegokolwiek, jak i tak za chwilę będę musiała szukać parkingu.


wtorek, 25 października 2016

Amanoi & Nha Trang

Czas na chwilkę luksusu. Tym razem miałam dużo szczęścia. Naprawdę, więcej szczęścia, niż rozumu. W pracy poznałam GM najlepszego hotelu w Wietnamie. Oczywiście o tym nie wiedziałam, bo nazwa Aman Resort nie wiele mi mówiła. No i znajoma to zaprosiła mnie do swojego hotelu, a ja jak zwykle entuzjastycznie się zgodziłam, bo w końcu zobaczę nowe miejsce. Plaża, skały, owoce morza - wszystko cacy. Nie bardzo wiedziałam, czym tak nadmiernie ekscytują się moi współpracownicy. Zobaczyłam, jak dojechałam na miejsce.


wtorek, 18 października 2016

Phan Thiet

U mnie z wyjazdami chyba nigdy nie może być zbyt prosto. Wycieczka do Phan Thiet była zaplanowana sporo przed wyjazdem. Jako, że jechałam z moją wietnamską koleżanką  (którą o dziwo poznałam w Polsce, potem spotkałam w Finlandii, a koniec końców, kiedy ona wróciła do Wietnamu ja przeprowadziłam się do jej rodzinnego miasta - świat bywa taki mały!) to wszystko było zawczasu zarezerwowane i zapłacone. A ja dwa dni przed dostałam zapalenia migdałków. I to takiego wstrętnego, z ropą. Wszystko dopięte na ostatni guzik, więc odwołać się nie dało. Pojechałam więc. Z całym workiem leków.


sobota, 15 października 2016

Cat Tien - w krainie pijawek

Cat Tien - przepiękny park narodowy w południowym Wietnamie. Niemal 740 km² dżungli. Jak dla mnie zachęcające. I znów, zapytałam szefa, jak tam jest. Kazał mi uważać na pijawki. Pijawki? Pfff. Nie zamierzałam włazić do rzeki, czy innego bagna. Więc kto by się przejmował pijawkami? Akurat zdarzyło się, że Marta, która świeżo opuściła Sajgon przysłała mi w odwiedziny argentyńskiego kolegę poznanego w Kambodży. On chciał wybrać się na wycieczkę i padło właśnie na Cat Tien.


czwartek, 13 października 2016

Do czego nie mogę się przyzwyczaić w moim kraju - odsłona druga.

Dokładnie rok temu napisałam post do projektu Klubu Polki Na Obczyźnie - "Rzeczy, do których nie mogę się przyzwyczaić w moim kraju". Czas na odgrzany kotlet.
Kiedy pisałam o Tajlandii był to dopiero początek mojego czwartego miesiąca w tym kraju. Teraz na Azję patrzę trochę inaczej. Do części dziwności przyzwyczaiłam się, inne rzeczy dziwią mnie dalej tak samo. A i Wietnam jest nieco inny niż Tajlandia. Zobaczmy zatem co się zmieniło.

niedziela, 2 października 2016

Idzie dysc, idzie dysc...

Post dla wszystkich, którzy zazdrośnie wzdychają, że cały rok opalam się w tropikach. Otóż nie. Pora monsunowa potrafi nieźle dać po tyłku. Myślałam, że po naprawieniu ciągłych przecieków do mojej sypialni i wielkiej kałuży na podłodze nic gorszego się nie zdarzy. Ale zdarzyło się...


piątek, 16 września 2016

Smoki

W projekcie jesiennym Klubu Polki na Obczyźnie przenosimy się do baśniowego świata, poznajemy mityczne istoty i przeróżne legendy. Ja dzisiaj opowiem o smokach w Wietnamie.


sobota, 10 września 2016

Vung Tau

Ostatnia wycieczka na której towarzyszyła mi Marta. Wybrałyśmy się do Vung Tau. Bardzo chciało nam się plaży, a naszą radość powiększył fakt, że znajduje się tam Jezusek. I to nie byle jaki, bo 36-metrowy. Nie tak ogromny jak Aragorn ze Świebodzina, ale i tak zacnego wzrostu, bo większy niż ten słynny w Rio!  A że nasza kamratka Maryśka właśnie 2 dni później wybierała się własnie do Chrystuska w Rio uznałyśmy, że zaskoczymy ją i będziemy pierwsze.


sobota, 3 września 2016

Da Lat

Jak to często bywa w moim przypadku - problem zaczął się już na początku podróży. Zwykle jak początek jest trudny, to potem już idzie z górki, w tym przypadki pod górkę było i tu i tu.
Zaklepany miałam bilet na bus nocny (taki z łóżkami!), żeby dotrzeć rano i mieć cały dzień na miejscu. Koleżanki z pracy jak zawsze załatwiły, jest i cacy. Ale czy na pewno?

 plantacja kwiatów

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Elephant waterfall - Da Lat

Długa przerwa w relacji z wyjazdu do Da Lat. Ale - albo pracuję, albo podróżuję. Teraz mam pierwsze od dawna dni wolne bez planów, więc wracamy do Da Lat i tym razem - Elephant Waterfall.

sobota, 6 sierpnia 2016

W góry! Lang Biang

W końcu nadszedł czas na weekend (przedłużony) w górach. O Da Lat (Mieście Miliona Rond Po Których Nikt Jeździć Nie Umie),  plantacjach kawy, błotnej wycieczce na wodospady napiszę oddzielnie, tym razem - Lang Biang.

poniedziałek, 25 lipca 2016

Delta Mekongu


 wioślarka w Delcie Mekongu

Jazda pod prąd. Wkurza mnie niepomiernie. A tu, w Wietnamie ludzie jeżdżą pod prąd wszędzie. Cóż, tym razem spotkało to i mnie.
Do Delty Mekongu pojechałyśmy najszybszą trasą pokazaną przez Google Maps. Nagle droga jakaś taka większa i lepszej jakości się zrobiła, coś więcej autobusów i ciężarówek. Niemiło. Ale jedziemy dalej. A tu co? Bramki na autostradzie. I zakaz wjazdu motorów. I co teraz? Ani w jedną stronę, ani w drugą. Jedyne wyjście - zrobić to po wietnamsku - zawrócić, pojechać autostradą pod prąd do najbliższego zjazdu. Udało się nawet szybko wjechać na niewiele dłuższą drogę alternatywną. Ale lekcja z tego taka - nie zawsze wierzyć Google Maps. Przynajmniej dopóki nie wprowadzi opcji "dla motora".

środa, 20 lipca 2016

Tunele Cu Chi, klątwa ciepłych źródeł

Drugie odkąd mieszkam w Azji odwiedziny z Polski :) Tym razem niespodziewanie przyleciała do mnie zaopatrzona w kiełbasę i wódkę Marta. Na szybko udało się zamienić zmianą z koleżanką z pracy i wykombinować trochę wolnego, co by pojeździć po okolicy.

czwartek, 7 lipca 2016

Hello from the other side...

"A droga wiedzie w przód i w przód
Choć zaczęła się tuż za progiem –
I w dal przede mną mknie na wschód,
A ja wciąż za nią – tak jak mogę...
Skorymi stopy za nią w ślad –
Aż w szerszą się rozpłynie drogę,
Gdzie strumień licznych dróg już wpadł...
A potem dokąd? – rzec nie mogę."

- J.R.R. Tolkien

poniedziałek, 4 lipca 2016

Mój kraj idealny.

Tym razem napiszę jak wyglądałby mój idealny kraj poskładany ze wszystkich innych miejsc, w których mieszkałam.

Co bym ze sobą zabrała, za czym tęsknię, co obecnie doceniam?

niedziela, 3 lipca 2016

Wycieczka do dżungli


Sylwester roku 2015, który dla mnie zawsze będzie pamiętany jako 2558. Zdecydowałyśmy z Gandzią pojechać do dżungli. Po drodze zatrzymałyśmy się w małej świątyni znajdującej się w jaskini.

poniedziałek, 27 czerwca 2016

Koh Tao

Chciałam na południe tak bardzo, na wyspy, do lazurowej wody i gorąca i bezustannym marznięciu na północy Tajlandii. Nie wiedziałam gdzie, a że akurat na Koh Tao była koleżanka z bagna, to padło właśnie na tę wyspę.

wtorek, 14 czerwca 2016

Bình Dương

W Sajgonie nie mam szczęścia do nawiązywania znajomości. Ludzi poznaję głównie w pracy i tak się składa, że ci, których zaczynam darzyć większą sympatią decydują się odejść.
Jeden z moich dobrych kolegów odszedł z pracy, bo wyjeżdża niedługo do USA. Zanim opuści Wietnam mamy jednak trochę rzeczy zaplanowanych. Ostatnio zaprosił mnie niedawno do siebie, do niewielkiej miejscowości Bình Dương znajdującej się niedaleko HCMC.

wtorek, 7 czerwca 2016

Historia mojej emigracji

Zaczęła się w Finlandii. Zalana łzami, na lotnisku w Turku nie chciałam wracać do Polski. Miałam wrażenie, jakby świat mi się miał zawalić. Spóźniłam się na samolot, zgubiłam bilet. Ale samolot też się spóźnił. A na pokład wpuścili mnie tylko na dowód osobisty.

stadion olimpijski w Helsinkach

sobota, 4 czerwca 2016

poniedziałek, 23 maja 2016

Góry Harz

Dokładnie rok temu pojechałam w góry Harz. I to był ostatni tydzień, kiedy jeszcze miałam idealny plan na przyszłość. Tydzień przed tym, jak postanowiłam przewrócić swoje życie do góry nogami i sprawić, że już nic nie będzie takie samo.
Miałam zostać jeszcze rok w Hannoverze, a potem w czerwcu ubiegać się o rezydenturę w Szwajcarii. I byłam przekonana, że się uda. Bo jak mogłoby się nie udać?
A jednak, wszystko ułożyło się inaczej.


piątek, 20 maja 2016

Chiang Mai

Zaraz po opuszczeniu Sangkhlaburi na pace samochodu znajomych zdecydowałyśmy z Gandzią wybrać się do Chiang Mai.

niedziela, 15 maja 2016

Małpy. I motór sczezły u mechanika bram.

Kiedy Gandzia odwiedzała mnie w tajskiej dżungli postanowiłyśmy się wybrać do Thong Pha Phum. W jedną stronę około 80 kilometrów góra-dół po dziurach. Oczywiście motorem. Zwykle na dalsze wycieczki zabierałam porządny motór z baru, ale tym razem nie wiedzieć czemu wzięłam swoją strudzoną życiem Hondę z bagna. Dołączyła do nas para Kanadyjczyków.
Droga do Thong Pha Phum była całkiem przyjemna. Zatrzymaliśmy się przy wodospadzie, żeby dać odpocząć zbolałym tyłkom. Na miejsce udało się trafić bez komplikacji (co w moim przypadku graniczy z cudem).


piątek, 13 maja 2016

niedziela, 8 maja 2016

O przyjaźni ciąg dalszy.

Wracam do tematu około-projektowego. Tym razem opowiem, jak przez przypadek poznałam moją nieocenioną kompankę podróży i do browara.

***
Na 2 czy 3 roku studiów czekałam w kolejce do biura programów międzynarodowych - zamierzałam wybrać się na Erasmusa. Przyszła koleżanka z roku, którą słabo znałam. No to załatwiałyśmy sobie to wszystko razem. Tak, żeby było raźniej. I tak sprawdzałam tanie loty na majówkę. Koleżanka się zainteresowała. Zapytała, czy może razem się nie wybierzemy. Niechże i będzie.

sobota, 7 maja 2016

Więzienie Tuol Sleng i Pola Śmierci

Miejsca, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. I przybliżyły historię Kambodży o której nie miałam pojęcia. Koszmar, który rozgrywał się w kraju podczas panowania Czerwonych Khmerów.

niedziela, 1 maja 2016

Kambodża

Przyszedł czas wyruszyć po wizę pracowniczą do ambasady Wietnamu. Padło na Kambodżę. Przy okazji miałam kilka dni wolnych, to i zaplanowałam nieco zwiedzania.

Już na początku było niezbyt wesoło. Kiedy przyszłam odebrać swoje zarezerwowane uprzednio bilety (co dziwne ze sporym wyprzedzeniem czasowym) nadziałam się na bójkę. Klientka kłóciła się z panią za ladą. Najpierw wrzeszczały. Potem zaczęły się policzkować, szarpać za włosy i rzucać w siebie czym popadło. Inna pracowniczka zadzwoniła po ochronę. Trwało to całe mordobicie dobre 20 minut. Piękny początek podróży.
Cóż, potem jak się okazało miało być jeszcze "piękniej".

czwartek, 7 kwietnia 2016

Tatuaże.

Dziś w połowie o tatuażach, w połowie kontynuacja poprzedniego wpisu. Pisząc  projekt o przyjaźni uznałam, że trochę to rozwinę i co jakiś czas pojawią się opowieści związane z ludźmi, których spotkałam na swojej drodze.

***

Kiedy przeprowadziłam się do Tajlandii nowo poznany kolega powiedział mi, że chce sobie zrobić tatuaż we wsi, gdzie mieszkaliśmy. Uznałam, że chyba pożegnał się z rozumem. Wyobrażałam sobie chatkę z bambusa, latające insekty, tusz z długopisa i "maszynkę" z patyka i najaranego ziołem Taja, z którym porozmawiać to tylko na migi.


poniedziałek, 4 kwietnia 2016

Przyjaźń na obczyźnie

Tematem projektu Klubu Polki na Obczyźnie w kwietniu i maju jest przyjaźń. Opowiemy jak sobie radzimy z nawiązywaniem nowych znajomości i jak trzymają się te, które zostały w ojczyźnie.


Wyjazd z Polski na pewno ograniczył grono moich znajomych. Mocno. Z drugiej strony - tak się dzieje przy każdej przeprowadzce. Kiedy kończyłam szkołę średnią miałam świetną paczkę kumpli. Wydawało się, że będziemy przyjaźnić się na wieki. I z czasem, kiedy każdy zamieszkał w innym mieście więzy osłabły, wszystko gdzieś się rozpłynęło. Kontaktów było coraz mniej i mniej. Więc... nie ma to wielkiego znaczenia, czy człowiek przenosi się daleko, czy blisko, do miasta kilkadziesiąt kilometrów dalej, czy na drugi koniec świata.

niedziela, 27 marca 2016

Kota w głowie mam.

Od dzieciwa w otoczeniu moim były koty. Mama znalazła kotkę - Mizię ze złamanym ogonem kiedy była w ciąży. Mówiła mi, że kładła się koło jej brzucha i mruczała. Potem było ich dużo więcej - Kitka, Szmatka (wciąż nie mogę się nadziwić temu imieniu... podobno właziła za meble i wynosiła na sobie wszelki brud), gruby Max z wieczną sraczką (której na tamte czasy nikt nie umiał wyleczyć).


Pierwszym kotem, którego dobrze pamiętam była Inka. Urodziła się jak miałam kilka lat. Spała ze mną, zawsze na szyi, lub na głowie. Zawsze przybiegała na zawołanie. Jak już byłam nastolatką i zbyt długo nie szykowałam się do spania Inka wskakiwała na mnie, miauczała i biegła do łóżka. I tak dopóki się nie poddałam. Żyła około 18 lat.

sobota, 19 marca 2016

W nowym domu.

Ostatnio wracałam z pracy do domu idąc przez osiedle, patrzyłam na basen i te wszystkie palmy i myślałam "naprawdę, ja tu mieszkam, tak na stałe". Jak przeprowadziłam się do Tajlandii często pojawiały się znikąd myśli "jestem w dżungli, na końcu świata, jak to możliwe?" Z czasem stało się to rzadsze. W Sajgonie dość szybko się zaaklimatyzowałam.


poniedziałek, 7 marca 2016

Mordercza opona.

Na fali ostatnich wydarzeń związanych  i gorący temat oponą będący poczułam, że muszę opowiedzieć i swoją historię. Inaczej nikt nie poznałby dramatu kapcia złapanego w dżungli gdzieś pomiędzy Birmą, a Sangkhlaburi.
 
Przyszedł czas kolejnych zmagań z wizą. Tym razem urząd imigracyjny nie mógł jej przedłużyć, musiałam więc udać się do innego kraju. Najbliżej do Birmy. Pałając niechęcią do tajskiego transportu publicznego i z braku samochodu zdecydowałam się wziąć z baru różowy motor (mój bagienny pół-skuter pół-trup nie dotarłby tak daleko) i pojechać na nim. Wszyscy ostrzegali mnie, żebym uważała, że ludzie jeżdżą jak idioci, że góry i dziury. Ja odpowiadałam, że z tym wszystkim sobie poradzę, ale boję się jednego - że złapię kapcia po drodze w dżungli. 


niedziela, 6 marca 2016

Opowieści z wietnamskiej sławojki.

Pamiętacie mój wpis o tajskiej toalecie w bagnie?

Wracam do tematu. Tym razem drobne, codzienne dziwności z Sajgonu - a jakże, w ubikacji.
Nie jest nadzwyczajnie, bo niczym się nie różni od tego, co znamy z Europy.
Ale! Papier toaletowy. On już na samym początku wydał mi się niezwykły, gdyż tuż po wprowadzeniu się do nowego mieszkania był tam papier, który nie miał tekturki w środku.

sobota, 5 marca 2016

Duchy w Tajlandii

Duchy są ważnym elementem tajskich wierzeń. Część wierzeń zazębia się z buddyzmem, część ma charakter całkowicie lokalny, a jeszcze inne mają cechy wspólne z mitologią sąsiednich krajów - Laosu i Kambodży.
Poprosiłam moją koleżankę Sai, która w duchy wierzy, a nawet je widzi, aby przybliżyła mi ten element tajskiej kultury.

niedziela, 21 lutego 2016

Przepis na szczęście.

Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomym przy piwie. Oboje z Europy, mieszkamy w Azji jesteśmy tu szczęśliwi, jak nigdy wcześniej. Okazało się, że my tutaj ciągle słyszymy te same pytania od ludzi, którzy zostali gdzieś tam daleko:
Ile tam jeszcze zostaniesz? Kiedy wrócisz do normalnego świata? Kiedy znajdziesz normalną pracę?
A wcześniej:
Po co ci to? Przecież to dzicz. Tajfuny. Trzęsienia ziemi. WOJNA (tak, Wietnam kojarzy się niektórym tylko z wojną). Zaraza. Nie możesz znaleźć czegoś w Europie!?
A i to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Po co ci tatuaż? Po co ogoliłaś włosy, przecież wyglądasz jak chłop. Po co, po co, po co?
Można by wyliczać w nieskończoność. A kogo to naprawdę obchodzi?

sobota, 13 lutego 2016

Jak przetrwać zimę w Tajlandii

Zima w Tajlandii? Na początku myślałam sobie - jakaż to zimna?! Jeszcze goręcej, niż było w porze deszczowej. Nic tylko upał i upał. Ponad 30 stopni non stop. Aż tęskniło się czasem za deszczem. Nocą dalej nie dało się spać bez wiatraka na najwyższych obrotach.
I na południu kraju zima właśnie tak wygląda. Idealna pogoda na pluskanie się w oceanie, opalanie. Można zapomnieć, że tak właściwie to jest grudzień, czy styczeń. Jest piękniej, niż latem w Europie. Kiedy spałam w hotelu bez klimatyzacji przez kilka nocy budziłam się spocona, jak mysz.


środa, 10 lutego 2016

Pai

Kiedy wybierałam się do Chiang Mai usłyszałam kilkakrotnie - "jak już tam będziesz, to musisz jechać do Pai." Czemu zatem nie spróbować?
Ku mojemu nieszczęściu ostatni bus odjechał z Chaing Mai kilka godzin, zanim znalazłam się na stacji. Został minivan. Nie cierpię podróżować minibusem, po tym, jak na trasie Kanchanaburi - Sangkhlaburi omal nie pożegnałam się z ostatnio spożytym posiłkiem, bo kierowca pruł po górach, jak szalony i to po niewłaściwej stronie jezdzni.

poniedziałek, 8 lutego 2016

Tet - Wietnamski Nowy Rok.



Czyli Księżycowy Nowy Rok, odpowiednik szerzej wszystkim znanego Chińskiego Nowego Roku. Kiedy tylko przyleciałam do Wietnamu już wszyscy się ekscytowali, jako, że to najważniejsze święto w tym kraju. Trwa dłużej, niż wszystkie znane nam święta w Europie - bo aż cały tydzień. Od wietnamskiego odpowiednika Sylwestra (który w tym roku wypadł wczoraj) przez kolejnych 7 dni mamy święta państwowe.

czwartek, 4 lutego 2016

Jak zostałam milionerką?

Tak mi się marzyło za dzieciaka. Żeby mieć miliony. Wiem, że dziwne marzenie, ale inne dzieciaki z okolicy chciały zostać papieżem (płci żeńskiej!) i prezydentem. Więc chyba nie wypadam tak najgorzej.
Jaka była najprostsza droga do spełnienia tego marzenia?
Harowanie w pocie czoła? Super ambitne pomysły i żyłka do interesów? Inwestycja?
Otóż nie. Do każdej z tych opcji mi daleko.
Przeprowadzka do Wietnamu okazała się najłatwiejszym rozwiązaniem.

sobota, 30 stycznia 2016

Doi Inthanon

Znów przenosimy się z Wietnamu do Tajlandii.
Mam sporo do nadrobienia z mojej podróży oraz z czasu, kiedy mieszkałam w środku niczego :)

***

Doi Inthanon. Najwyższa góra Tajlandii, początek Himalajów. Kiedy byłam w Chiang Mai po prostu nie mogłam pominąć tego miejsca.
Słyszałam, że zimno, wieje, ślisko, droga paskudna i w ogóle ciężko.


środa, 27 stycznia 2016

Wietnam - jak żyć?!

Pierwsze dni za mną. A co za tym idzie - jestem w wirze załatwiania spraw wszelakich.
A jak to w Azji - łatwo nie jest.

Na pierwszy ogień poszła karta parkingowa. I tu już problem - bo biuro nieczynne w godzinach, kiedy ja mam czas. No to dzień wolny w pracy dzisiaj na załatwianie. I jak tylko biuro otworzyło się poszłam tam, ze wszystkim co mieć powinnam. Oczywiście jak to w Azji - gówno prawda.
Brakuje mi czegośtam czegośtam (cholera raczy wiedzieć czego). No to jadę do pracy dowiedzieć się, co to to coś jest i to zdobyć.
Rada od szefa - trzeba było się wydrzeć na nich tam w biurze, to bym załatwiła, bo te wymagania to bullshit jest. Uznałam, że jednak spróbuję, jak należy. Ale kto wie co mi za papier potrzebny i gdzie on jest? Ktoś podobno wie.

niedziela, 24 stycznia 2016

Wietnam!

I stało się - zamiast z mojego domku w dżungli piszę po raz pierwszy z 12 piętra Estelli w Ho Chi Minh City.

środa, 20 stycznia 2016

Goodbye, Farewell and Amen

Ostatni dzień w Tajlandii. Nie bez powodu tytułem tego posta został tytuł ostatniego odcinku M*A*S*H.

Straciłam wielu pacjentów, więcej niż przez cały czas przedtem. Głownie przez mashowe warunki. Ale pozytywnych rezultatów było znacznie więcej.