sobota, 30 stycznia 2016

Doi Inthanon

Znów przenosimy się z Wietnamu do Tajlandii.
Mam sporo do nadrobienia z mojej podróży oraz z czasu, kiedy mieszkałam w środku niczego :)

***

Doi Inthanon. Najwyższa góra Tajlandii, początek Himalajów. Kiedy byłam w Chiang Mai po prostu nie mogłam pominąć tego miejsca.
Słyszałam, że zimno, wieje, ślisko, droga paskudna i w ogóle ciężko.


środa, 27 stycznia 2016

Wietnam - jak żyć?!

Pierwsze dni za mną. A co za tym idzie - jestem w wirze załatwiania spraw wszelakich.
A jak to w Azji - łatwo nie jest.

Na pierwszy ogień poszła karta parkingowa. I tu już problem - bo biuro nieczynne w godzinach, kiedy ja mam czas. No to dzień wolny w pracy dzisiaj na załatwianie. I jak tylko biuro otworzyło się poszłam tam, ze wszystkim co mieć powinnam. Oczywiście jak to w Azji - gówno prawda.
Brakuje mi czegośtam czegośtam (cholera raczy wiedzieć czego). No to jadę do pracy dowiedzieć się, co to to coś jest i to zdobyć.
Rada od szefa - trzeba było się wydrzeć na nich tam w biurze, to bym załatwiła, bo te wymagania to bullshit jest. Uznałam, że jednak spróbuję, jak należy. Ale kto wie co mi za papier potrzebny i gdzie on jest? Ktoś podobno wie.

niedziela, 24 stycznia 2016

Wietnam!

I stało się - zamiast z mojego domku w dżungli piszę po raz pierwszy z 12 piętra Estelli w Ho Chi Minh City.

środa, 20 stycznia 2016

Goodbye, Farewell and Amen

Ostatni dzień w Tajlandii. Nie bez powodu tytułem tego posta został tytuł ostatniego odcinku M*A*S*H.

Straciłam wielu pacjentów, więcej niż przez cały czas przedtem. Głownie przez mashowe warunki. Ale pozytywnych rezultatów było znacznie więcej.