czwartek, 4 lutego 2016

Jak zostałam milionerką?

Tak mi się marzyło za dzieciaka. Żeby mieć miliony. Wiem, że dziwne marzenie, ale inne dzieciaki z okolicy chciały zostać papieżem (płci żeńskiej!) i prezydentem. Więc chyba nie wypadam tak najgorzej.
Jaka była najprostsza droga do spełnienia tego marzenia?
Harowanie w pocie czoła? Super ambitne pomysły i żyłka do interesów? Inwestycja?
Otóż nie. Do każdej z tych opcji mi daleko.
Przeprowadzka do Wietnamu okazała się najłatwiejszym rozwiązaniem.
W Wietnamie milionerem zostać dosyć łatwo. Jako, że równowartość 1 PLN to na dzień dzisiejszy około 5500 VND. Prosto? Prosto. Jak już człowiek ma na tyle nerwów, żeby konto w banku otworzyć i sprawić, aby cudownie zadziałało (bez kilku wizyt w oddziale banku się nie obejdzie), to można się cieszyć kontem z sześcioma zerami.

Zatem można się nie narobić, a zarobić! Popracowałam kilka dni i już są miliony w łapie. Marzenie z dzieciństwa spełnione. Można rozrzucać po łóżku w apartamencie (dalej chyba nie przywykłam do wielopokojowej chaty z basenem, siłownią, klimą, garażem na skuter i PRALKĄ - w Sangkhla to jak ranga społeczna masz pralkę = jesteś królem wsi; mimo iż byłam postrzegana, jako Thai - rich "falang", to pralki nie miałam) i się w tym tarzać.

Ale równie dobrze można pójść do droższej restauracji i wydać bez specjalnego trudu milion w jeden wieczór.

Wartość pieniądza przywodzi na myśl PRL. A jak już jesteśmy przy PRLu i klimatach socjalizmu, to i nie sposób zapomnieć o...


To się pojawiło obecnie na słupie pod moją pracą. Pierwszy raz jak zobaczyłam sierp i młot pomykając ichniejszą "autostradą" (ze 40 na godzinę można wyciągnąć w tym tłoku), to mi się prawie łeb ukręcił z wrażenia. Ale teraz ich więcej i więcej, ze względu na zbliżający się Chiński Nowy Rok.

W weekend udałam się do centrum Sajgonu i tam takie oto flagi wiszą sobie zaraz koło neonowych billboardów.  Na przykład koło Pizza Hut. Nieco konfundujące.
Otrzymałam nawet swego rodzaju wyzwanie - zrobić zdjęcie sierpa i młota razem z szyldem z McDonalda. Nie wydaje mi się, że będzie to specjalnie trudne do wykonania.

***


Oto i jest - wyzwanie wykonane :)

2 komentarze:

  1. Ha! Widzę, że wyzwanie przyjęte. Czekam. :D
    E.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wrak złożony w całość (szybko koleżance poszło!), mi już też lepiej, także wkrótce ruszam na makowe łowy!

      Usuń