niedziela, 21 lutego 2016

Przepis na szczęście.

Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomym przy piwie. Oboje z Europy, mieszkamy w Azji jesteśmy tu szczęśliwi, jak nigdy wcześniej. Okazało się, że my tutaj ciągle słyszymy te same pytania od ludzi, którzy zostali gdzieś tam daleko:
Ile tam jeszcze zostaniesz? Kiedy wrócisz do normalnego świata? Kiedy znajdziesz normalną pracę?
A wcześniej:
Po co ci to? Przecież to dzicz. Tajfuny. Trzęsienia ziemi. WOJNA (tak, Wietnam kojarzy się niektórym tylko z wojną). Zaraza. Nie możesz znaleźć czegoś w Europie!?
A i to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Po co ci tatuaż? Po co ogoliłaś włosy, przecież wyglądasz jak chłop. Po co, po co, po co?
Można by wyliczać w nieskończoność. A kogo to naprawdę obchodzi?
Jestem tu gdzie jestem, nauczyłam się żyć w zgodzie ze sobą. Zrozumiałam, że warto robić to, co chcę, a nie tylko to czego "potrzebuję". Nie ma już "powinnam". Albo coś robię, bo chcę, albo wcale.
Nie budzę się rano z myślą "cholera, kolejny dzień, trzeba wstać z łóżka, tylko nie to". A było tak przez długi czas w przeszłości. Moja "nienormalna" praca w "nienormalnym" kraju zapewnia mi o wiele lepsze warunki, niż większości znajomych po fachu ma w Polsce. Lepsze, niż bym miała, gdybym została w Niemczech. Chciałam zrobić specjalizację. Jak uznam, że to czas, że chcę, to zrobię. Jeśli uznam, bo życie się zmienia. Ostatni rok pokazał mi, jak bardzo. Wywróciłam do góry nogami swoją rzeczywistość.
Nie liczę czasu, może będę tu mieszkać rok, może pięć lat, może całe życie. Może jak pojadę w maju do Laosu to stwierdzę, że tam mi lepiej i się przeniosę na koniec roku.

Robię to, co w danej chwili da mi radość. Czy to zjedzenie obiadu w dobrej knajpie, czy kupienie sobie bluzki, czy miesięczna wycieczka po Tajlandii. I mam gdzieś te "po co?". Przez większość mojego żywota nie miałam i nie byłam zadowolona z siebie. Byłam wiecznie wkurzona i zblazowana. Zdałam sobie sprawę, jedyna osoba, która przejdzie ze mną całe życie, to ja sama. 
I teraz mam przepis na szczęście:
 
DUPC TO!


Idź za głosem serca, rób to co chcesz robić, a nie to co "wypada". Nawet jeśli marzenia i plany wydają się głupie. Nawet jeśli wszyscy pukają się w czoło. Nie udaje się? Zacznij od nowa. Jak mi źle z rana to robię drugą kawę i myślę "czas zacząć dzień od nowa". To działa. Wszystko tak działa. Tu i teraz.

6 komentarzy:

  1. Ja zawsze uważałam,że tak trzeba żyć, że twój pomysł na życie jest doskonały.Tylko nie każdy umie tak naprawdę to wcielić w życie.Ile takich planów co to zakładały spokojna przyszłość poszło w diabły?Emerytura nie potrafiła zapewnić nawet połowy z potrzeb.I co dało odkładanie i planowanie jak życie ma swoje plany.Trzeba być oczywiście ostrożnym, ale jednak żyć tu i teraz i czerpać z życia ile się da,póki się da!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam gotowy plan na wszystko kilka razy i wszystko poszło w diabły, więc teraz żyję bez planu...;) Największe plany jakie robię to w stylu "co jutro zjem". W emeryturę zupełnie nie wierzę, ale jak zabezpieczyć przyszłość trzeba będzie kiedyś pomyśleć.

      Usuń
  2. jak fajnie tak. Podziwiam i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. To czemu obcięłaś włosy? :) bo praktyczniej z krótkimi włosami czy np. bezpieczniej? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. bo wiecznie były mokre od potu, ulepione i paskudne (brak klimatyzacji...) ;)

      Usuń