poniedziałek, 8 lutego 2016

Tet - Wietnamski Nowy Rok.



Czyli Księżycowy Nowy Rok, odpowiednik szerzej wszystkim znanego Chińskiego Nowego Roku. Kiedy tylko przyleciałam do Wietnamu już wszyscy się ekscytowali, jako, że to najważniejsze święto w tym kraju. Trwa dłużej, niż wszystkie znane nam święta w Europie - bo aż cały tydzień. Od wietnamskiego odpowiednika Sylwestra (który w tym roku wypadł wczoraj) przez kolejnych 7 dni mamy święta państwowe.


Już od dłuższego czasu na ulicach można zaobserwować mnogość dekoracji. Prócz flag Wietnamu i flag z sierpem i młotem, o których wspominałam wcześniej wszystkiego jest dużo, dużo więcej. Mnóstwo kwiatów, lampionów i smoko-potworków. Przeważają kolory czerwony i złoty i w takich też barwach powinno się Nowy Rok przywitać.
Dużo można także zauważyć pluszowych małp. Jako, że rok 2016 według chińskiego zodiaku jest rokiem małpy.


Tradycyjna ozdoba to drzewka z żółtymi kwiatami przyozdobione lampkami i innymi cudami. Przywodzi na myśl europejską choinkę. Tylko taką bardziej... wiosenną.


Jak widać niekoniecznie kwiaty muszą być prawdziwe. Czy to te żółte, czy to namiastka kwiatów wiśni. Ważne by było dużo, świecąco i kolorowo.


Cóż by to było za świętowanie bez jedzenia. Noworoczna wietnamska potrawa to "ciasto" z klejącego ryżu z mięsem i fasolką w środku zapakowane w liść (podejrzewam, że bananowca) i zawiązane sznureczkami. Żeby zjeść trzeba odpakować z liścia, sznureczki włożyć na krzyż w ryż i nimi je podzielić. Nożem nie da rady - lepi się. Zjadłam, na imprezie w pracy, razem z tradycyjnymi daniami z Laosu. Zdjęcia zrobić chciałam, ale niestety łapczywość wygrała z chęcią pokazania potraw światu.


Kolejna tradycja to "happy money". Rozdaje się małe kwoty pieniędzy (rzędu 20 000 VND, czyli niecałe 4 PLN) przy składaniu życzeń. Głównie jest to przeznaczone dla dzieci, ale nie powiem, że nie cieszyłam się kiedy i ja dostałam. Oczywiście nie wiedziałam, co jest w środku i od razu musiałam zajrzeć.


Sam "Sylwester" od europejskiego wiele się nie różni - wielka impreza jest? Ano jest. O północy fajerwerki. Jedna różnica jest taka, że Wietnamczycy spędzają ten dzień z rodziną. Mają uroczystą kolację. Porównałaby to do polskiej Wigilii.
Jako, że grudniowo-styczniowy Nowy Rok przespałam zmęczona wycieczką do dżungli, to tym razem zechciałam  pójść nad rzekę, gdzie odbywał się główny pokaz i robić zdjęcia. Zostało mi to odradzone przez Wietnamczyków. Tłum, kieszonkowcy, niebezpiecznie. Słowo tłum wystarczyło, by mnie przekonać o słuszności trzymania się od tego miejsca z daleka. Obserwowałam więc wszystko z mojego wieżowca, który okazał się całkiem dobrą lokalizacją. Widziałam sztuczne ognie w kształcie serduszek. Do całokształtu wszechobecnej azjatyckiej słodkości brakowało mi tylko Hello Kitty. W Japonii już mają fajerwerki Hello Kitty. Wietnam musi jeszcze poczekać. Może za rok?


Tak wygląda dziś pod moim mieszkaniem. Dziwnie patrzeć na "Happy New Year" nad basenem, wśród palm i w temperaturze ponad 30 stopni. I do tego w lutym. Życie się zmienia, płynę z prądem.
Miasto wydaje się wymarłe, jako, że wszyscy Wietnamczycy wyjeżdżają do rodzin. Takiego spokoju na drogach Sajgonu nigdy nie zaznałam. Wyszłam z domu, aby zrobić nieco zdjęć i zjeść sushi. O, jaką miałam ochotę na sushi. I co? Knajpy też zamknięte. Wszystkie. Sushi dziś nie będzie. Zadowoliłam się jajecznicą. Każdy, kto wie, jakie mam podejście do gotowania czegokolwiek w Azji, pewnie zrozumie, jak trudno było znaleźć dziś cokolwiek otwartego. Łatwo bym się nie poddała. Jutro podejście drugie! I spróbuję także odwiedzić festiwal kwiatów - piszę "spróbuję", bo z dużym prawdopodobieństwem zgubię się po drodze.


4 komentarze:

  1. Super to wszystko brzmi i wygląda.W takim razie Najlepszego w Nowym Roku kochana! Oby spełniły się twoje marzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Jest pięknie :) Uwielbiam te azjatyckie lampiony i ozdoby.
      Tobie też wszystkiego dobrego!

      Usuń
  2. To danie z ryżu kleistego opakowanego w liście (faktycznie bananowca!) to popularne w wielu krajach azjatyckich zongzi (popełniłam o ich różnych wariacjach parę wpisów: http://baixiaotai.blogspot.com/search?q=zongzi) :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak pisałam to jeszcze ich nie znałam za dobrze :) a widziałam je też w Malezji i teraz w Birmie na Nowy Rok :) mniam! lecę czytac o Twoich z Chin!

    OdpowiedzUsuń