czwartek, 7 kwietnia 2016

Tatuaże.

Dziś w połowie o tatuażach, w połowie kontynuacja poprzedniego wpisu. Pisząc  projekt o przyjaźni uznałam, że trochę to rozwinę i co jakiś czas pojawią się opowieści związane z ludźmi, których spotkałam na swojej drodze.

***

Kiedy przeprowadziłam się do Tajlandii nowo poznany kolega powiedział mi, że chce sobie zrobić tatuaż we wsi, gdzie mieszkaliśmy. Uznałam, że chyba pożegnał się z rozumem. Wyobrażałam sobie chatkę z bambusa, latające insekty, tusz z długopisa i "maszynkę" z patyka i najaranego ziołem Taja, z którym porozmawiać to tylko na migi.


Kilka dni później na grillu poznałam nawet o tym nie wiedząc właściciela owej "chatki z bambusa". Przegadaliśmy większą część imprezy, po czym następnego dnia nie poznałam go na ulicy, bo wszyscy wyglądali dla mnie tak samo. Potem długi czas się z tego śmialiśmy. Był pierwszym Tajem z którym się zaprzyjaźniłam. I to tak naprawdę. Kiedy tuż przed moją wyprowadzką z Sangkhla pojechałam się pożegnać, a jego żona powiedziała mi, że on już w Bangkoku odbiera wizę i wylatują do Anglii, że się spóźniłam gdzieś o 2 godziny. Cóż, jak pożegnań nie lubię i zazwyczaj unikam, to tym razem zrobiło mi się cholernie smutno. Gandzi nawet skojarzyło się to z odcinkiem M*A*S*H, w którym Hawkeye nie dojechał na miejsce aby pożegnać się z Trapperem. Ale! Dzień później Mit przyszedł pod bagno, bo jednak nie poleciał i na kilka dni wrócił do wsi. Nawet święta spędzaliśmy razem.


W studiu (czy tam raczej w ogródku pod studiem) siedziałam często, a to na piwie, a to na jakiejś imprezie, a to tak po prostu na plotkach. Rozejrzałam się porządnie i uznałam, że nie jest wcale gorzej, niż w Europie. Mało tego, całe wyposażenie importowane z UK. Jako, że żona Mita jest z Anglii, to czasem latali tam i stamtąd przywozili tusze, igły i wszystko inne.


I pewnego razu, siedziałam jak zwykle żłopiąc Changa na tarasie przy studiu i wymyśliłam. Żeby Mit mi wytatuował kota.  Mówisz masz. Dzień później siedziałam tam, gdzie zwykle siedzą petenci, czyli na stołku owiniętym folią. I bałam się nieziemsko. Jako, że mi słabo nawet przy pobieraniu krwi. I jakież było moje dziwienie, kiedy okazało się znośnie. Nawet bez większych cierpień. Kolejny, kiedy to postanowiłam zakryć bliznę kwiatkami wiśni. Niby też stopa, niby podobnie, ale bolało jak sam skurwysyn. Kumpel z pracy przyszedł potowarzyszyć. Uciekł po kilku minutach, bo się wystraszył. Gdyby kolega Mita nie zjawił się z winem ryżowym i mi nie polał, to chyba bym sczezła. Zaraz po skończeniu udaliśmy się do baru. Kolejne tatuowanie, na ramieniu prawie nie bolało, a trwało 5 godzin. Ucięłam sobie drzemkę w trakcie.


Kiedy zamieszkałam w Sajgonie mają w głowie plan, na coś nowego znów pojawiło się pytanie - GDZIE? Bo w Tajlandii widziałam różne miejsca. Na przykład w Chiang Mai studia tatuażu były jedno koło drugiego, więcej niż czegokolwiek innego. I różne cuda się tam działy. Tatuator koleżanki obciął sobie końcówki palców w rękawiczkach, bo tak mu wygodniej było. Kolega poznany na Koh Tao miał na plecach wytatuowanego Buddę ze słoniowymi uszami i w skarpetach. Nic złego tatuować się w Azji, ale jak znaleźć dobre miejsce? Ano nie łatwo, ale da się.


I tak po dwóch miesiącach rozmyślania, sprawdzania i przeglądania znalazłam zacnego tatuatora. I nie widać już blizny po włókniaku. A kot na którego czekam już od wieków i który był właściwie pierwszym tatuażem, jaki chciałam sobie zrobić jest właśnie w trakcie projektowania :)

 ***
Oto i kotek tuż po powstaniu:

4 komentarze:

  1. Gdzieś słyszałam, że tatuaże czerwonym tuszem bolą znacznie bardziej niż te czarne lub inne kolory. Wygląda na to, że tu się potwierdziło, skoro kwiatki bolały bardziej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czarny na tej samej nodze też bolal jak cholera.
      Niedługo będę miała kotka w kolorze (m.in czerwony), to się okaże, czy to miejsce felerne czy tusz kolorowy :)

      Usuń
  2. Ja myślę ,że to zależy od miejsca.Ja mam na plecach tuż pod paskiem od spodni i tam bolało znacznie, na plecach też mam kota :) I tam nie bolało prawie wcale.Ostatnio robiłam na ramieniu bransoletkę i nie bolało do momentu gdy zaczął mi koleś wypełniać gwiazdkę pod ramieniem.Auć. Teraz też się zastanawiam co by tu zrobić by zasłonić na plecach bliznę po włókniaku też :) Na jednej łopatce kot - co by zrobić z drugiej by pasowało?:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, mnie ramię w jednym miejscu bolało, jak doszło koło pachy ;)
      Wyślę Ci geniaaalny pomysł na tatuaż na bliznę! Ale też z kotem!

      Usuń