poniedziałek, 23 maja 2016

Góry Harz

Dokładnie rok temu pojechałam w góry Harz. I to był ostatni tydzień, kiedy jeszcze miałam idealny plan na przyszłość. Tydzień przed tym, jak postanowiłam przewrócić swoje życie do góry nogami i sprawić, że już nic nie będzie takie samo.
Miałam zostać jeszcze rok w Hannoverze, a potem w czerwcu ubiegać się o rezydenturę w Szwajcarii. I byłam przekonana, że się uda. Bo jak mogłoby się nie udać?
A jednak, wszystko ułożyło się inaczej.


piątek, 20 maja 2016

Chiang Mai

Zaraz po opuszczeniu Sangkhlaburi na pace samochodu znajomych zdecydowałyśmy z Gandzią wybrać się do Chiang Mai.

niedziela, 15 maja 2016

Małpy. I motór sczezły u mechanika bram.

Kiedy Gandzia odwiedzała mnie w tajskiej dżungli postanowiłyśmy się wybrać do Thong Pha Phum. W jedną stronę około 80 kilometrów góra-dół po dziurach. Oczywiście motorem. Zwykle na dalsze wycieczki zabierałam porządny motór z baru, ale tym razem nie wiedzieć czemu wzięłam swoją strudzoną życiem Hondę z bagna. Dołączyła do nas para Kanadyjczyków.
Droga do Thong Pha Phum była całkiem przyjemna. Zatrzymaliśmy się przy wodospadzie, żeby dać odpocząć zbolałym tyłkom. Na miejsce udało się trafić bez komplikacji (co w moim przypadku graniczy z cudem).


piątek, 13 maja 2016

niedziela, 8 maja 2016

O przyjaźni ciąg dalszy.

Wracam do tematu około-projektowego. Tym razem opowiem, jak przez przypadek poznałam moją nieocenioną kompankę podróży i do browara.

***
Na 2 czy 3 roku studiów czekałam w kolejce do biura programów międzynarodowych - zamierzałam wybrać się na Erasmusa. Przyszła koleżanka z roku, którą słabo znałam. No to załatwiałyśmy sobie to wszystko razem. Tak, żeby było raźniej. I tak sprawdzałam tanie loty na majówkę. Koleżanka się zainteresowała. Zapytała, czy może razem się nie wybierzemy. Niechże i będzie.

sobota, 7 maja 2016

Więzienie Tuol Sleng i Pola Śmierci

Miejsca, które wywarły na mnie ogromne wrażenie. I przybliżyły historię Kambodży o której nie miałam pojęcia. Koszmar, który rozgrywał się w kraju podczas panowania Czerwonych Khmerów.

niedziela, 1 maja 2016

Kambodża

Przyszedł czas wyruszyć po wizę pracowniczą do ambasady Wietnamu. Padło na Kambodżę. Przy okazji miałam kilka dni wolnych, to i zaplanowałam nieco zwiedzania.

Już na początku było niezbyt wesoło. Kiedy przyszłam odebrać swoje zarezerwowane uprzednio bilety (co dziwne ze sporym wyprzedzeniem czasowym) nadziałam się na bójkę. Klientka kłóciła się z panią za ladą. Najpierw wrzeszczały. Potem zaczęły się policzkować, szarpać za włosy i rzucać w siebie czym popadło. Inna pracowniczka zadzwoniła po ochronę. Trwało to całe mordobicie dobre 20 minut. Piękny początek podróży.
Cóż, potem jak się okazało miało być jeszcze "piękniej".