poniedziałek, 23 maja 2016

Góry Harz

Dokładnie rok temu pojechałam w góry Harz. I to był ostatni tydzień, kiedy jeszcze miałam idealny plan na przyszłość. Tydzień przed tym, jak postanowiłam przewrócić swoje życie do góry nogami i sprawić, że już nic nie będzie takie samo.
Miałam zostać jeszcze rok w Hannoverze, a potem w czerwcu ubiegać się o rezydenturę w Szwajcarii. I byłam przekonana, że się uda. Bo jak mogłoby się nie udać?
A jednak, wszystko ułożyło się inaczej.


Ale - Harz.!
Emigrancka ekipa z neurologii postanowiła, że będziemy celebrować moje i koleżanki mojej z biura urodziny (cóż za zbieg okoliczności - w tym samym dniu!) w górach. Aż chce się rzec - to były czasy:).


Jako, że ja bookowałam nocleg (łożesz by to szlag, com się naużerała z błędem systemu rezerwacji to moje), planowałam dojazd i w ogóle wszystko - to nie mogło być bez problemów. Na samym początku wylądowaliśmy NIGDZIE. Pusta droga i tyle.


Nie pierwszy raz i mogę się założyć, że nie ostatni. Udało się znaleźć wyjście z sytuacji, inny bus gdzieśtam, który dowiózł nas na inne zadupie, w końcu doszliśmy do celu, czy raczej początku podróży - uroczego domku, który z takim trudem rezerwowałam.


Entuzjastycznie, z tequilą przyczepioną do plecaka kolegi ruszyliśmy w drogę. I co, że zaczęło lać. I że akurat wtedy uciekł nam ostatni autobus powrotny i musieliśmy przez to całe błoto, po nocy wracać do chatki. Tak to jest w górach.


Dalej wędrowaliśmy już bez przeszkód. No, poza potłuczeniem przez koleżankę lampy w naszym domku. Poszliśmy na Broken (dla mnie był to drugi raz na tej górze), gdzie czekała na nas wyśmienita niemiecka grochówka z wurstem.


I cóż rzec dalej. Sentymentalnie się zrobiło. Bo wyjazd ten i ogólnie mój czas na mocno skróconej emigracji w Niemczech był bardzo udany.
Taką mam nadzieję, że za rok z taką samą nutką nostalgii będę wspominać to, czego doświadczam teraz.

2 komentarze:

  1. Kocham Harz, pisalam ci juz kiedys, ze tez tam bywalam i najwyzszy szczyt rowniez zdobylam. Tyle, ze bylo to w zimie. Ta lokomotywa to jest hit, naprawde warto wybrac sie na przejazdzke, ale jescze bardziej warto wejsc na Brocken o wlasnych silach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. o, pamiętam, pod moją vivisekcją! Lokomotywą nie jechałam, tylko mnie mijała :)
      na Brocken weszłam 2 razy.
      I dzisiaj mi tęskno za tymi czasami...

      Usuń