niedziela, 8 maja 2016

O przyjaźni ciąg dalszy.

Wracam do tematu około-projektowego. Tym razem opowiem, jak przez przypadek poznałam moją nieocenioną kompankę podróży i do browara.

***
Na 2 czy 3 roku studiów czekałam w kolejce do biura programów międzynarodowych - zamierzałam wybrać się na Erasmusa. Przyszła koleżanka z roku, którą słabo znałam. No to załatwiałyśmy sobie to wszystko razem. Tak, żeby było raźniej. I tak sprawdzałam tanie loty na majówkę. Koleżanka się zainteresowała. Zapytała, czy może razem się nie wybierzemy. Niechże i będzie.


Wylądowałyśmy w Sztokholmie. Na naszym piętrze w bloku kolegi mojej koleżanki mieszkali bardzo dziwni ludzie. Dwóch miało turbany, takie prawdziwe. Koleżanka wybrała się ze swoim kumplem na imprezę reggae. Ja jakoś takich spędów nie lubię, a jak zobaczyłam te dzikie tłumy murzynów dilerów zioła, to uznałam, że zmywam się w tempie ekspresowym. Ona wróciła do mieszkania po piątej rano. Myślałam sobie - gówno będzie, nie zwiedzanie. I jakież było moje zdziwienie, kiedy Kasia rano o godzinie 8 była gotowa na rejs po rzece. Zaimponowało mi to.  I tak jakoś zaiskrzyło! Nie wiem nawet kiedy z koleżanki Kasia stała się przyjaciółką.


Jeszcze trochę razem postudiowałyśmy. Dzień przed ważnym egzaminem, który tradycyjnie większość studentów oblewała zamierzałyśmy się uczyć razem. Skończyłyśmy robiąc sobie przerwę na wino. Pod mostem.


Potem nie mieszkałyśmy w tym samym kraju. I spotykałyśmy się gdzie tylko się dało. W Czechach w Brnie - opróżniając kolejne flaszki czego popadło na podłodze przy nucie Braci Figo Fagot zawodząc na felernych amantów. I w Harrachovie w browarze.


 W Wiedniu, do którego podróż okazała się bardzo bolesna pod wieloma względami. Szczególnie dla portfela.


 W Szwajcarii, zanim jeszcze tam zamieszkałam.

 
 Razem byłyśmy na Sycylii i to chyba była najdziwniejsza i najlepsza wyprawa mojego życia. I potem znowu w Polsce, kiedy przyleciałam tylko wyrobić wizę do Tajlandii, obie przyjechałyśmy do Warszawy zaledwie na kilka godzin. Po to, żeby wypić razem Żywca Białego.


Od tamtego czasu nie widziałyśmy się prawie rok. Nie jest już tak łatwo się spotkać. Bo z Izraela i Anglii już nie było tak blisko do Tajlandii, czy teraz do Wietnamu. Ale! Kasia jest jedyną osobą z którą rozmawiam... codziennie. Mam nadzieję, że już niedługo się zobaczymy.
Gdziekolwiek na świecie.

2 komentarze:

  1. Piękna przyjaźń, niezłe przygody i całkiem dużo trunków ;)

    OdpowiedzUsuń