czwartek, 22 grudnia 2016

Muzeum Tradycyjnej Farmacji Wietnamskiej

Zanim porządnie zabiorę się za opisywanie jak to szlajałam się po Malezji i jakieś to paskudności i wspaniałości spotkały mnie po drodze, napiszę jeszcze o Muzeum Tradycyjnej Farmacji Wietnamskiej. Jeszcze przed malezyjskimi wakacjami wspominałam o pierwszej - medycznej filii FITO. Dzisiaj wybrałam się z kolegą z roboty do części farmaceutycznej.


Ta część muzeum znajduje się kawałek za Sajgonem, co znaczy, że trzeba się przebić przez masywny korek na drodze wyjazdowej. Patroli policyjnych po drodze naliczyłam dziś więcej, niż zazwyczaj widuję w ciągu całego miesiąca. Nie wiem skąd ich się nagle tyle wzięło, możliwe, że koniec roku nadchodzi, to i trzeba podbić ilość mandatów, której brakuje do "przyzwoitego" poziomu... ;) Droga na szczęście tym razem przebiegła bez przeszkód, obyło się bez błądzenia i popsutych motocykli.


Na miejscu wydawało mi się, że muzeum jest zamknięte, ale na szczęście wyszedł do nas strażnik. Obsługa wyglądała na nieco zdziwioną faktem, że ktoś się zjawił, jeszcze bardziej, że białas, a już zupełnie do imentu, że własnym środkiem transportu. Ale dostaliśmy zniżkę na wejście, 2 bilety w cenie jednego, jako że nie było dostępnego przewodnika.


Na wstępie obejrzeliśmy film w pustej sali, potem przeszliśmy do zwiedzania. Tak jak w Muzeum Medycyny - budynek stylizowany jest na tradycyjny wietnamski dom. Pomieszczenie jest jednak dużo większe i spora część wystawy znajduje się także na zewnątrz. 


Udało nam się znaleźć po raz kolejny Pół Smoka-Pół Szwagra (na zdjęciu drugim od góry). Zaciekawił mnie również cudak powyżej. Z braku przewodnika nie dowiedziałam się co to za dziwaczna istota. Trochę przypomina kozo-diabła z twarzą żaby na brzuchu, trochę Kimchiego, kiedy się złości. Na pewno dowiem się, co to za stwór jak spotkam wietnamskich znajomych.


No i to, co najlepsze - naleweczki. Bez węży i jaszczurek tym razem. Wręcz rzekłabym, że smakowicie się prezentują te słoje. Ogólnie rzecz biorąc wystawa jest bardzo podobna do muzeum medycyny, więc wiele mnie tym razem nie zadziwiło, choć oczywiście mi się podobało.


Jedynym zawodem była... zamknięta restauracja. W informacji o tym miejscu napisane jest, że FITO oferuje zdrową, wzbogacone ziołami potrawy, więc dla mnie, jako dla żarłoka byłby to zapewne główny punkt programu. Jednak nie tym razem. Jak się okazało Muzeum Farmacji zostało świeżo otwarte, stąd też niedogodności i zdziwienie na widok odwiedzających.


Jak już pojawią się opisy przedmiotów po angielsku (i/lub przewodnik) oraz restauracja zostanie otwarta, to na pewno będzie to miejsce równie godne polecenia (albo i nawet lepsze!), co FITO w centrum Sajgonu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz