czwartek, 19 stycznia 2017

Langkawi #1

Zbrodniczo wczesną porą (gdzieś koło 7 rano) opuściłyśmy naszą melinę w Penang i udałyśmy się na prom na Langkawi. Oczywiście nie obyło się bez mylenia drogi, ale czego można by się spodziewać po zaspanych ludziach... Prom niestety mnie nie zachwycił. Nie można było wyjść na zewnątrz. Usadzono wszystkich w środku, do tego nie przypadły nam miejsca obok siebie. No i leciała nieco irytująca muzyka. Całe szczęście miałam na telefonie Paragraf 22, więc czytając udało mi się przetrwać rejs.


czwartek, 12 stycznia 2017

Penang Hill i świątynia Kek Lok Si

Ostatniego dnia w Penang planowałyśmy kolejne hasanie dżunglowe, ale z racji ciągłego swędzenia i ukradzionych butów plan musiał ulec zmianie. Uznałyśmy, że najlepszym wyjściem będzie wjechanie kolejką na Penang Hill, odwiedzenie pobliskiej świątyni Kek Lok Si oraz lekki spacer nad jeziorem przy niej zlokalizowanym.


środa, 4 stycznia 2017

Wonderfood Museum - Penang

Gdy przechadzałyśmy się ulicami George Town Gandzia dostrzegła muzeum jedzenia. Mi napis "Wonderfood" również rzucił się w oczy, ale przekonana byłam, że to knajpa. Oczywiście, jako Piewcy Żarcia nie mogłybyśmy odpuścić sobie wizyty w takim miejscu.


wtorek, 3 stycznia 2017

Penang

Do Penang przyjechałam sczezła, spuchnięta i wszystko mnie swędziało. Mało się nie popłakałam, jak dotarło do mnie, że autobus nie dowiózł nas do George Town, tylko wysadził gdzieś daleko daleko. Ku mojemu zdumieniu komunikacja miejska w Penang funkcjonuje fantastycznie (miła odmiana po Wietnamie i Tajandii!) i sprawnie dostałyśmy się w okolice zarezerwowanego wcześniej hotelu, którego szukanie szło, jak krew z nosa. Stamtąd było już o krok do apteki - po odwiedzeniu kilku chińskich przybytków z tradycyjnymi medykamentami w końcu udało się! Dorwałam swój steryd i z położenia koszmarnego znalazłam się w powiedzmy... znośnym.