niedziela, 28 maja 2017

7 podróżniczych grzechów głównych


Opowiem dzisiaj o swoich 7 podróżniczych grzechach głównych - zabawa owa wymyślona została przez dziewczyny z zacnego bloga Almost Paradise.
Zapraszam do lektury:

 Lodowiec z grzechu nr 1...

1. Pycha
Do jakiej wyprawy nie przygotowałaś się należycie zakładając, że i tak dasz radę?

Parę razy mi się zdarzyło nie używać mózgu i trafić w góry bez odpowiedniego obuwia. Zawsze, gdy widzę ludzi w do dupy butach w górach, to przeklinam w myślach.
Ale kiedy pokonywałam lodowiec w Norwegii w laczach z Kaczuchy (czytaj: w adidaskach z Decathlona), to mogłam klnąć tylko na siebie. Wstyd ogromny.
Podczas tej samej wyprawy po Norwegii (trwała miesiąc) również załatwiłam się na cacy. W pierwszym tygodniu oddałam koledze, który leciał do Polski część swojego bagażu, bo mi się nie chciało ciężkiego plecaka nosić. Okazało się, że zostawiłam sobie tylko jedne długie spodnie. Sięgające do połowy łydki. Mimo, iż lato, to w Norwegii jakoś super gorąco nie było. No i do tego spanie w namiocie w krótkich portkach też do przyjemnych nie należy. Te jedne gacie musiały zatem mi starczyć na 3 tygodnie... Myślę, że ten grzech podchodzi również pod punkt nr 3.


2. Chciwość
Jakie jest Twoje największe podróżnicze marzenie/miejsce, które najbardziej pragniesz odwiedzić?

Trochę tego jest, nie mogę się zdecydować, bo moim problemem jest to, że chciałabym wszystko na raz. Ale na pierwszy ogień chyba idzie Nepal i trekking w Himalajach. Marzy mi się też Karakorum. I Patagonia. Zdecydowanie na podium podróżniczej pazerności plasują się góry, góry i góry.


3. Nieczystość
Jaki jest Twój rekord niemycia się w podróży?*
*Można również pisać o swoich podróżniczych podbojach miłosnych
 
Dni nie liczyłam, ale powiem tyle - zbyt długo, bym to mogła w chwili obecnej przeżyć. Teraz już doszłam do stadium życia, kiedy nie potrafię się nie myć i smrodu nie zniesę. Ale za czasów studenckich, podczas szwendania się tu i tam różnie bywało.
Kiedy po dłuższym pobycie zimą w górach i spaniu w namiocie bez możliwości wzięcia prysznica człowiek nagle włazi do ogrzewanego pomieszczenia, zzuwa trepy i wyswobadza się z kurtki oraz ze trzech polarów, to krótko mówiąc... jebie nieziemsko. Kiedyś doszło do takiego stanu, że władowując się do domku wynajętego przez znajomych z kolegą oni kazali jednemu z nas udać się natychmiastowo pod prysznic, a drugiemu zaczekać w butach i ubraniu.
Podsumowując - było bardzo ŹLE.


4. Zazdrość
Czego zazdrościsz innym podróżnikom?

Hajsu i czasu. Chciałabym mieć na tyle forsy, żeby sobie spokojnie podróżować tak sobie non stop. Na komfortowym poziomie. I nie musieć łazić do roboty pomiędzy. I żebym mgła sobie zafundować każdą podróż, jaka mi przyjdzie do głowy. Nie musi być super-wypas, ale żeby był prysznic, godziwy transport, normalny nocleg i nielimitowane żarcie.
Kiedy spotykam ludzi, którzy są w podróży od kilku miesięcy (chociaż ja sama nie mogę narzekać, że mało podróżuję...) to budzą się we mnie dzikie żądze.
Zazdroszczę też ludziom, którzy na podróżach zarabiają. Chciałabym wymyślić na to sposób dla siebie. Wtedy w końcu miałabym robotę, którą lubię.


5. Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu
Jaka jest Twoja ulubiona kuchnia/potrawa?

Nieumiarkowanie w jedzeniu i piciu to zdecydowanie mój grzech najgłówniejszy! Moje zwiedzanie to są takie wyprawy kulinarne. Zawsze szukam, co by tu ciekawego zeżreć w nowych miejscach. I piwka też nie może zabraknąć.
Gdybym miała wybrać moje ulubione jedzenie, to byłoby zdecydowanie tajskie i malezyjskie. Sama nie wiem, które lepsze.


6.  Gniew
Jaka przygoda zdenerwowała Cię najmocniej?

Z miejsca przypomina mi się przygoda, która mnie nawet nie to, że zdenerwowała. Ona mnie po prostu skrajnie wkurwiła i doprowadziła do tego, że z miejsca znielubiłam odwiedzany kraj. Cóż to takiego się stało?
W Phnom Penh, stolicy Kambodży śmigałam sobie na wypożyczonej motorynie. Najpierw nie chciano mi jej wypożyczyć, bo przecież białas nie umie jeździć, muszę wziąć taksi. Tylko taksi! To już mnie rozsierdziło, ale kiedy nakazałam taksówie gryźć się w rzyć i oświadczyłam, że jak po Sajgonie jeżdżę, to i w PP dam radę, dostałam swoją popierdółę.
No i jechałam na niej drogą koło Mekongu. Chcąc skręcić w lewo nagle dostrzegłam, że dwóch facetów na skuterze za mną zamierza się na moją nerkę. Nie, nie  byli to łowcy organów. Chcieli mi ukraść torbę na pasku. Pasek udało się jednemu z nim rozpiąć i schwycić, ale nie przewidział, że białas dostrzegł ich w lusterku. Złapałam nerkę i gwałtownie skręciłam w prawo. Rabuś skończył na asfalcie, a ja zablokowałam ruch stając w poprzek. Chwileńkę trwało, zanim wśród moich hardych bluzgów facet powrócił na motorek i odjechał wraz z kolegą.
I wtedy stała się ta rzecz, która doprowadziła mnie do furii. Podszedł do mnie policjant. Policjant, który widział całe zajście i nie próbował nic zrobić. Poczekał, aż skurwysyny odjadą.
Wtedy zdałam sobie sprawę, że jeśli mi się coś w Kambodży stanie, to mogę liczyć tylko na siebie. Odechciało mi się zwiedzać. Odechciało mi się wszystkiego. Pierwszy raz wracałam z wycieczki do domu z ulgą.


7. Lenistwo
Czego nie chce Ci się robić w podróży?

Planować. Zwykle robię wszystko w radosnym nieładzie, nie ogarniam, gubię się, zapominam czegoś wiecznie i sama nie wiem co i jak. Nie chce mi się planować, bo zwykle plan, jeśli już jakiś mam i tak się nie udaje. To chyba znaczy, że nie umiem planować.
Ale bez planu mi dobrze. Zwiedzanie na żywioł - to jest to. Na pewno ubogaca to moje podróże, bo wszystkie niespodziewane zdarzenia zostają w pamięci najbardziej.


***
Nie taguję nikogo, bo nie mam pomysłów. Ale czujcie się zaproszeni do kontynuowania zabawy. Czekam, aby poczytać, jakie są Wasze tajemne grzeszki podróżnicze. Katarzyna i Keczup z Almost Paradise też na pewno się ucieszą, widząc kontynuację zabawy. Odpowiadając na pytania nie zapomnijcie wspomnieć, że zostały ułożone przez nie.

2 komentarze:

  1. Ja to dopiero zgrzeszylam czytajac Twoje odpoiwedzi, glownie zazdroscia :) troche tej wolnosci, ze mozesz sobie w sumie robic co chcesz, i zaparcia, zeby isc w gory i spac w namiocie po kilka dni. To dla mnie nie do przejscia :)

    PS. Sdzieki za blog Almost Paradise, usmialam sie setnie z tych podrobionych miast w Chinach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszka, dziękuję, a i powiedzieć Ci muszę, że dziewczyny z Almost Paradise dostarczają niejednej okazji do śmiechu :)

      Usuń