wtorek, 23 maja 2017

Wielki Mur Chiński

Stało się! Spełniłam jedno ze swoich wielkich podróżniczych marzeń. W zeszłym miesiącu odwiedziłam Wielki Mur Chiński. Szczerze mówiąc - nie wierzyłam, że przyjdzie mi to tak łatwo i w zasadzie "po drodze". Jak to się stało? Ano w ramach prezentu za przedłużenie kontraktu w pracy dostałam długie wolne i bilet do Polski. Przez Chiny. Na początku mi się to niezbyt podobało, bo lot długi, bo czas na przesiadkę będzie się wlókł (calutki dzień!). Zorientowałam się jednak, że można zwiedzić Pekin bez wizy, jeśli przesiadka nie trwa dłużej, niż 72h! Wtedy zaczęłam snuć plany i wizja długiej podróży zmieniła się z nieznośnej w ekscytującą.


Serce zabiło mi szybciej, kiedy zorientowałam się, że mam szansę wybrać się na Wielki Mur Chiński. Szukałam informacji, przeglądałam przeróżne strony z opisami, planowałam. Chciałam pojechać na mur na własną rękę, ale mogłoby to być nieco trudne z racji ograniczenia czasowego i braku znajomości języka chińskiego. Zdecydowałam się po raz pierwszy w życiu skorzystać z oferty wycieczkowej. 2 dni przed wylotem skontaktowałam się z agencją transportowo-wycieczkową i zamówiłam kierowcę, który miał mnie odebrać z lotniska i dowieźć na mur, a potem odstawić na miejsce. Zapłaciłam miliony monet (czy może banknotów, bo faktycznie miliony, ale dongów, a one w monetach nie występują) i zastanawiałam się, czy to była dobra decyzja.


I była. Nawet bardzo dobra. I warta swej ceny. Po sprawnym i miłym przejściu przez odprawę celną (znowu szok!) bezproblemowo znalazłam kierowcę na lotnisku i jak tylko nabyłam kawę ruszyliśmy w drogę. Po dokonanym przez siebie rekonesansie wybrałam odcinek muru zwany Mutianyu z racji mniejszego zagęszczenia ludzi, niż na odcinkach położonych bliżej Pekinu. Wtedy jeszcze nie zdawałam sobie sprawy, jak dobra to była decyzja (zrozumiałam dopiero po odwiedzeniu samego Pekinu). W każdym razie - po 2 godzinach drogi dotarliśmy na miejsce. Żeby nie marnować czasu wjechałam na górę wyciągiem (chociaż najchętniej wlazłabym na własnych nogach, ale byłam również konająca z racji braku snu w samolocie - całą drogę turbulencje!). I szok - na Wielkim Murze Mutianyu było PUSTO. Mijałam turystów, ale niewielu. Nie trzeba było się przepychać. Bez problemu też wykonałam dobre zdjęcia bez tłumów ludzi. Spokojnie spacerowałam ciesząc się chwilą.


Powiem tyle: wpadłam w zachwyt. Zatkało mnie. Wielki Mur Chiński jest jednym z najbardziej fascynujących miejsc, jakie było mi dane odwiedzić. Przez ostatnie 2 lata zwiedziłam spory kawałek świata, ale to miejsce jest zdecydowanie wyjątkowe. Jedyne w swoim rodzaju. Budowla wijąca się w górę i w dół po zboczach gór... Tak, kocham góry, ale zwykle nie jestem zbyt oszołomiona architekturą. Tutaj było inaczej. Ciężko pojąć, jak ludzie mogli budować coś tak potężnego. Czego nawet nie da się objąć wzrokiem.


Na murze spędziłam 3 godziny zachwycając się widokiem i przemierzając niezliczone schody prowadzące w górę i w dół. Oj, jakże mi się nie chciało wracać! A przy powrocie pojawił się niestety nie miły akcencik - zdecydowałam się na zjazd toboganem. Pomimo wszechobecnych zakazów zatrzymywania się na selfie i pilnujących ich przestrzegania panów grupa Chińczyków jadących przede mną co chwila hamowała na focie. Więc musiałam zwalniać. Raz aż facet za mną we mnie przyrżnął. W ilości produkowanych foteczek Chińczycy biją Wietnamczyków na łeb!


Po nieprzyjemnej drodze na dół i znalezieniu mojego kierowcy postanowiłam się posilić. Wybrałam kurczaka słodko-kwaśnego. Niestety nie był dobry. Grudy mięcha usmażonego chyba w tonie tłuściwa podane z ciapowatym ryżem i prawie surową marchewą nie podbiły mojego serca. Obiecałam sobie, podczas wizyty w Pekinie spróbuję poszukać czegoś pysznego i zmienić niezbyt dobre pierwsze wrażenie na temat żarcia w Chinach. 


Zmachana, upocona, śpiąca i z rozdartymi spodniami (pech chciał, że roztargała mi się nogawka) zostałam odwieziona na lotnisko, gdzie czekałam na swój lot do Warszawy.
Wiem, że tego fantastycznego miejsca nigdy nie zapomnę. Niesamowite wrażenia! Każdemu polecam i życzę, aby Wielki Mur Chiński zobaczył.

8 komentarzy:

  1. Wspaniała przygoda a mur chiński niesamowity :) Wrażenia niezapomniane a widoki niezwykłe :) Mam nadzieję, że pewnego dnia i my tam zawitamy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) życzę, żebyście tam zawitali w niedługim czasie. Warto <3

      Usuń
  2. Wow!!!!! Zdjęcia są po prostu bajkowe! <3 I wciąż nie mogę uwierzyć, że nie ma na nich ani jednego turysty (oprócz Ciebie ;)). Cudowna przygoda! A możesz coś więcej powiedzieć o zjeździe toboganem? Rozumiem, że to takie drewniane niby-sanie? Podobne są na Maderze, można nimi zjechać ze wzgórza Monte prosto do centrum Funchal, ale tam toboganem kieruje dwóch panów. Rozumiem, że w Chinach to Twojej głowie spoczywa manewrowanie pojazdem? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Byli turyści, ale nie tłumnie, więc bez problemu dało się cykać takie "puste" fotki:)

      Zjazd toboganem wyglądał tak, że była taka metalowa rynna, jakby tor bobslejowy i w niej się jechało - rynna sama prowadziła tobogan - była tylko dźwignia do przyspieszania i zwalniania. A sam tobogan wyglądał jak taki gruby dupolot z wyżej wspomnianą dźwignią :) jechało się na siedząco

      Usuń
  3. Ania, a będzie jeszcze coś o Pekinie? Dzięki Tobie wiem, że są odcinki muru gdzie jeszcze jest mało ludzi :) A ile konkretnie zapłaciłaś za tę wycieczkę? Tak orientacyjnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Pekinie będzie w następnym poście:)
      Za wycieczkę 800 yuanów, za wstęp na mur i wyciąg 160 yuanów. Koło 500 zł wyjdzie tak na oko.

      Usuń
  4. Wow to musiała być niesamowita przygoda! Zazdroszczę :)

    OdpowiedzUsuń